Blog > Komentarze do wpisu
Relacja z Barcamp#3
Pod linkiem "Więcej" znajduje się tekstowa relacja z Barcamp#3. Też bez obrazków.
Ha, mieliście nadzieję, że drugi raz nie powtórzę tego samego dowcipu? - jeśli tak, to bardzo mi przykro, ale czasem tak mam, zwłaszcza w niedzielę wieczorem na bezgripexowym głodzie, musicie więc przebrnąć jeszcze raz przez mój bezkropkowy słowotok, a to po to, by zapoznać się z mymi wrażeniami z sobotniego Barcampu i tu prawie postawiłam kropkę, ale jednak opamiętałam się w ostatniej chwili, co pozwala mi wierzyć w powodzenie niniejszego przedsięwzięcia, a zatem do rzeczy, jak już powiedziałam, Barcamp odbył się w sobotę nie w Piwnicy 21 jak dotychczas, a w klubie Johnny Rocker, co wyszło imprezie na dobre, gdyż jest to lokal wręcz idealny dla tego typu imprez, przewiewny (nie żebym robiła jakieś aluzje do Grilla), obszerny, z barkiem i rozległą oraz pełną meandrów częścią kuluarową, co przetestowałam osobiście szukając toalety i błądząc po zastawionych czerwonymi fotelikami minisalkach, w których zalegała szanowna geekosfera wymieniająca się poglądami w oparach kawy i innych trunków, ale nie wyprzedzajmy faktów, jest godzina 13 i wymaszczam sobie wygodne siedzisko oraz angażuję Osobę Towarzyszącą do przyniesienia mi stolika w pobliże krzesełka, co bym miała na czym filiżankę postawić (tu przeprosiny dla Organizatorów z powodu tej małej ingerencji w design lokalu), a następnie zamieniam się w słuch, bo już wkrótce zaczną się prezentacje, o, już się zaczynają, słucham uważnie, ale nie będę ich teraz streszczać, bo wszystko i tak pojawi się niebawem na stronie Barcampu, powiem zatem tylko, że bardzo mi się podobały, a nawet więcej, miałam ochotę zadawać pytania, czego jednak nie uczyniłam z powodu przeziębienia i mojej chrypki godnej Fran Drescher, z drugiej strony patrząc, byłoby ciekawie, gdybym się była przemogła i wykrzyczała na nutę słynnego "Mr. Shiefieeeeeeeeld!" moje niecierpiące zwłoki pytania, no ale milczałam i nauka będzie musiała sobie poradzić bez moich błyskotliwych komentarzy, i fakt, że geniusze zawsze byli niedoceniani za życia, nie bardzo mnie pociesza, ale nie odbiegajmy od tematu, bo oto skończyły się prezentacje i rozpoczęły się wystąpienia o poznańskich inicjatywach, z których pierwszy zaprezentował się Toastmasters, i to właśnie wystąpienie pomogło mi zrozumieć, dlaczego tak bardzo lubię imprezy campowe, otóż dlatego, że z zasady nie ma na nich wystąpień w stylu Toastmasters, prelegent wykonał zamach na moją niezawisłość każąc mnie i całej publice wstać i bodajże machać rączkami, nie wiem dokładnie czym, bo nie zdzierżyłam i wyszłam do toalety, tu tym, którzy nie wiedzą, wyjaśniam, że Toastmasters to takie spokania ludzi, którzy uczą się jak przemawiać publicznie, niestety wystąpienie na Barcampie było pokazem tego, jak nie należy przemawiać, mam nadzieję, że to był tylko błąd w sztuce, w każdym razie gdy wróciłam, przemawiała wychowanka Toastmasters i odniosłam wrażenie, że widzę Słupkowską z Pogodynki, tu apel do campowych prelegentów: bądźcie sobą! nie dajcie z siebie zrobić gadających marionetek, naprawdę wolę jak się czasem jąkacie i przejęzyczacie, ale mówicie z pasją, niż żebyście mieli skupiać się głównie na opanowywaniu mowy ciała, a zapominać o meritum, ale dość już o tym, następne wystąpienia były już bardziej do ludzi, tu przy okazji zapraszam na nastepny startup-it.pl, a jeszcze bardziej na jeszcze następniejszy, czyli ten z 1 grudnia, bo wtedy tematem będzie web 2.0, a dokładniej, co to jest web 2.0, a o tym można jak wiadomo rozmawiać bez końca, a skoro już jesteśmy przy końcu, to informuję, że to już właściwie koniec relacji, bo musiałam wyjść zaraz po części oficjalnej, ku mojemu wielkiemu ubolewaniu, tym bardziej, że jak się dowiaduję, w części nieoficjalnej losowane były prezenty, życie jest niesprawiedliwe, ale nie będę was zanudzać  moimi egzystencjalnymi wynurzeniami, które nikogo nie interesują, podsumowując, impreza była bardzo udana, lokal wygodny i wreszcie nie było zimno, i mam nadzieję, że to nie był ostatni Barcamp, i aha, oznaczajcie bardziej łopatologicznie, w których dzbankach jest kawa, a w których herbata, bo w części cateringowej było ciemno i o mały włos... alew sumie to nie jest aż tak istotne, pozdrawiam wszystkich uczestników Barcampu i organizatorów też, ciał i Kropka
poniedziałek, 12 listopada 2007, cartoonks

TrackBack
TrackBack URL wpisu: