Blog > Komentarze do wpisu
Relacja z Grillit10
Pod linkiem "Więcej" znajduje się tekstowa relacja z Grillit. Bez obrazków.
Zważywszy na to, że nie mam aktualnie weny na Kartonki, a także ulegając głębokiej wewnętrznej potrzebie, postanowiłam zdać relację z mojej czwartkowej wycieczki do Wrocławia, której głównym celem była impreza o nazwie kodowej World Usability Day , mniej szumnie zwana Grillit10 i tu od razu wyjaśnienie, że ponieważ pisanie zwykłej relacji wydaje mi się intelektualnie mało challenging, postanowiłam ją napisać w skrócie, to znaczy jednym zdaniem i proszę zauważyć, że jak na razie doskonale mi się to udaje, przyznajcie, a jak już przyznacie, to przenieście się wraz ze mną, drodzy czytelnicy, do Sali Czarnej w Hotelu Tumskim, do którego byłam dotarłam w sobotę z pewnym opóźnieniem (nie moja wina że lasagne ze szpinakiem była taka pyszna) i która przywitała mnie buchnięciem w twarz dwutlenkiem węgla, ponieważ niestety chętnych do uczestnictwa było dużo więcej, niż miejsc na sali, a klimatyzacja zdaje się nie działała, mimo to, o dziwo, bractwo geekowe siedziało twardo na swoich krzesełkach i wysłuchiwało z uwagą pierwszej prezentacji, będąc w o tyle lepszej sytuacji niż ja, że mogło także widzieć slajdy, którego to luksusu ja, biedny spóźniony, nafaszerowany gripexem żuczek niestety nie doświadczyłam, na szczęście wraz z uruchomieniem cateringu zwolniło się kilka miejsc, co wasza bohaterka skwapliwie wykorzystała i to jak! - usadawiając się dokładnie za Tebem (czego on naturalnie nie był świadom), w pobliżu Olsa i Siwej, oraz z widokiem na ekipę barcampową, czyli po prostu żyć nie umierać, prawie jak w Hollywood na rozdaniu Oskarów, ale powróćmy do Sali Czarnej, gdzie właśnie trwa prezentacja o menu prawo i lewostronnym, a następnie podobna w tematyce slajd opera o menu prawostronnym Plusa, obie fascynujące głównie ze względu na żywołowe kontestowanie przez publikę metodologii badań, ja tymczasem usypiam, ukołysana ciepłem, gripexem i lasagne, na szczęście umiem się zachować i dyskretnie opuszczam salę w przerwie przed następną prezentacją i jeśli chodzi o mój merytoryczny udział w imprezie, to by było niemal na tyle, bo potem wracałam do Sali Czarnej głównie po herbatę i ciacha, nie zrozumcie mnie źle, prezentacje były naprawdę na wysokim poziomie, to raczej mój organizm wymiękł, ale za to mogłam sobie pogawędzić z uczestnikami w tak zwanych kuluarach, to znaczy moja Osoba Towarzysząca gawędziła, a ja czyniłam uprzejme konwersacyjne wtręty, w ten sposób poznałam pana Mirka marketingowca i dwóch przemiłych fanów startupu Osoby Towarzyszącej, i kiedy tak sobie rozmawialiśmy w kuluarze, mogłam zaobserwować zjawisko nieznane mi wcześniej nawet z literatury, mianowicie kolejka do męskiej toalety była dłuższa niż do damskiej, był to dla mnie szok kulturowy i z trudem mogłam się otrząsnąć, i zapewne dlatego kursując po raz kolejny po herbatę wylałam część tejże na siebie i chyba na ekipę barcampową, za co was bardzo ekipo przepraszam i postaram się to wynagrodzić relacją z Barcampu już za chwilę, ale wracając do adremu, po przerwie odbyła się dyskusja panelowa, którą dzięki swemu refleksowi (byłam na czas) i zapobiegliwości Organizatorów (wywietrzyli salę) obejrzałam w komfortowych warunkach, przysłuchując się znajomemu mi skądinąd narzekaniu na tych niedobrych userów którym nigdy nic się nie podoba, które to narzekanie skończyło się bez wyraźnej puenty i tak zakończyła się część oficjalna, po której miałam przyjemność poznać Olsa i Siwą (co ciekawe, to oni mnie wyhaczyli, nie ja ich, co pozwoliło mi przez chwilę poczuć się co najmniej jak Winona Ryder przyłapana przez paparazzich na zakupach), a nawet zasiąść z nimi przy okrągłym stole w knajpie na wrocławskim Rynku, skąd jednak wkrótce musiałam się urwać i pędzić na dworzec, by po długiej nocnej podróży zlądować w domu, gdzie miałam cały jeden dzień na kurowanie się przed sobotnim Barcampem Kropka
niedziela, 11 listopada 2007, cartoonks

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/11/11 21:18:05
Jestem Twoją fanką! :-)
PS. Ten Gripex jednak na receptę powinien być, niezły efekt uboczny zażycia onego...
-
2007/11/11 21:20:55
Grunt to samemu sobie wymyślić ambitny task do zrealizowania ;)
-
2007/11/11 22:00:42
Niepokoi mnie, że jestem rozmiaru catheringu.
Bo od Olsa to jestem _na pewno_ mniejsza :)
-
2007/11/12 09:58:25
winona ryder to zakupów chyba nie robiła :).
-
2007/12/04 20:34:44
Hmm.. Cześć;) Jestem Ucho i mnie jeszcze tutaj nie było. I NIE MAM POJĘCIA czemu mnie tu jeszcze nie było bo jest bomba;) Kurde RSSy nie powiadomiły mnie o spotkaniu w moim własnym mieście. Nie wierze RSSom. A byłem parę kroków dalej... Szlag by to trafił. Dobra jesteś, dobry blog, dobry. Szukam Cię na blipie...